SZYBKI OBIAD

Po prostu muszę się tym podzielić 😊. Koniecznie! Szczególnie, że może to komuś ułatwić życie. Nawet bardzo, a to taka prosta rzecz. Nie wiem, dlaczego wpadłam na to gdzieś po półtora roku gotowania dla siebie i męża. Teraz uważam, że to takie oczywiste – zwłaszcza, że w sklepach serwują nam podobne rozwiązania. Chodzi o obiady w słoikach. Jednak nie takie pasteryzowane, bo z nimi za dużo zabawy. W naszym przypadku są to głównie zupy (raz może gulasz się przyplątał) i na ich podstawie będę opowiadać o tym pomyśle na szybki obiad.

SKĄD TO SIĘ WZIĘŁO?

Nie wiem, jak to się stało, że zaczęłam ten sposób stosować… chyba zainspirowały mnie słoiki od rodziców,  teściów i dziadków. Bo zostało trochę zupy z obiadu i nam nalali. I się zaczęło. Wcześniej zdarzało się, że robiłam w dużym garze zupę i potem jedliśmy ją przez 3 dni. Ale trzeba było dobrze wymierzyć, żeby nie wypadło na weekend, bo wtedy często jemy u rodziców (taki niedzielny rodzinny obiad). Tylko, że nawet jak wymierzyliśmy, to czasem coś wypadało: a to babcia nas zapraszała, a to musieliśmy zjeść na mieście. No średnio. Uznałam więc, że skoro słoiki od rodziców się sprawdzają, to dlaczego ja mam tej zupy nie wlać do słoików i zjeść, kiedy tylko mi się zamarzy? Zaczęłam tak robić i rzeczywiście się sprawdza.

Czego potrzebujecie?

1. Miejsca w lodówce
2. Dużego gara
3. 3-6 dużych słoików (w zależności od pojemności gara)
4. Chochli
5. Składników na zupę

Jak to zrobić?

1. Robimy w garze zupę (ewentualnie gulasz)
2. Wyjmujemy z zupy wszystko to, co nie zmieści się do słoików (duże kawały mięsa dzielimy na mniejsze, wyjmujemy i obieramy kości)
3. Gorącą zupę wlewamy do słoików i od razu zakręcamy
4. Odstawiamy i czekamy, aż ostygną
5. Wkładamy do lodówki (my kiedyś zostawiliśmy je na parapecie na dwie noce i wypłynęły, więc lepiej wkładajcie od razu jak ostygną)

Co dalej?

Przez miesiąc albo nawet dłużej można sobie wyjąć w dowolnym momencie taką zupę, podgrzać w 5 minut i wszamać.

W czym to jest lepsze od trzymania gara w lodówce?

1) Nie trzeba jeść przez 3 dni z rzędu tego samego
2) Można swobodnie przyjmować zaproszenia na obiad
3) Zupa czeka, aż nie będziemy mieć czasu zrobić obiadu, choćby to miało być za tydzień.

Oczywiście można pójść na łatwiznę i kupić porcję zupy ze sklepu, ale wybór jest w jakiś sposób ograniczony, więc takie ruchy zostawiamy na okazje bez lodówki 😊

Ktoś może korzysta z takiego sposobu? A może macie inne kuchenne triki ułatwiające życie?

PS. Na zdjęciach mój największy zbiór zup, jaki znalazł się w lodówce (w jego składzie m.in. kapuściana, barszcz biały, grochówka, buraczkowa)

Spread the love