Jestem z natury oszczędna, a z wyboru staram się nie działać na szkodę naturze. A więc ekonomia i ekologia. W przypadku pieluchowania wpłynęło to na wybór bardziej „eko” opcji, jaką są pieluchy wielorazowe. A żeby było jeszcze bardziej oszczędnie, postanowiłam część z nich uszyć sama. No cóż… Pani Jak to taka typowa Zosia Samosia.

Nie tylko tetra i cerata

Garnek z gotującą się tetrą, plastikowe ceratki, całe dnie prasowania – takie obrazy część osób kojarzy z dbaniem o higienę niemowląt, które nie jest oparte o korzystanie z „pampersów”. Teraz jednak wygląda to już trochę inaczej. Dziś oprócz tetry (z której sama korzystałam przez kilka pierwszych miesięcy życia Gabrysia) stosuje się także wkłady czy formowanki1, na które zamiast ceratki zakłada się tzw. otulacze2 lub gatki3, wykonane z wzorzystej tkaniny PUL4 lub w wersji bardziej naturalnej z wełny.

Moje początki z pieluchami wielorazowymi

Tak jak już wspomniałam, na początku korzystałam z pieluch tetrowych. Składałam je w samolot (o tak), zapinałam specjalną zapinką o wdzięcznej nazwie Snappi i na to zakładałam warstwę nieprzemakalną. Miałam przy tym trochę prasowania, bo lubiłam mieć przyszykowane, złożone pieluchy, ale jak szybko taka tetra schnie! To właśnie był powód, dla którego nie uszyłam wtedy gotowych „samolotów” – czas schnięcia. Potem jednak wkłady i formowanki1 wyparły w moim pieluchowaniu tetrę.

Dlaczego? Otóż mały człowiek z wiekiem coraz bardziej się rusza i zapięcie na nim „samolotu” może okazać się nie lada wyczynem. Po drugie – te tetry które pasowały na noworodka, w końcu powoli robiły się za małe. Po trzecie – nadeszły poranki z wielkim sikiem, gdy tetra to było zdecydowanie za mało. Po czwarte – moje dziecko przestało robić kupę po każdym karmieniu. Po piąte – i może najważniejsze – wreszcie zabrałam się za szycie pieluch.

Jakowe wkłady

Najpierw uszyłam wkłady, takie moje. Zamysł był taki, że to będą takie wkłady na siusiu. Zaprojektowałam więc je tak, że z przodu dałam więcej materiału i zrobiłam coś w rodzaju uszu. Z tyłu było po prostu prostokątne zakończenie. Żeby wkład „trzymał się kupy” zaprojektowałam go jako wkład-kieszonkę z językiem, który miał być wkładany do środka. Materiały? Użyłam froty bambusowej i ko-thermo, przy czym ko-thermo specjalnie od ciała. Po pierwsze – dlatego, że u mnie po praniu wszelkie froty robią się mocno szorstkie, po drugie – przetestowałam to na swoich wkładkach laktacyjnych – w takim zestawieniu jest większe uczucie „suchości”.

Oczywiście, jak to często bywało, pierwsza wersja nie była idealna – a przynajmniej mnie nie zadowoliła. Co zmieniłam? Dodałam dodatkowe kawałki ko-thermo od strony froty, żeby frotowy „jęzor” mógł się ładnie schować.

Jak się obecnie sprawdzają? Na siku w ciągu dnia są jak znalazł, na początku nocy też wytrzymują. „Dwójki” łapią te mniej rozległe, także najczęściej zakładamy je po porannej „dwójeczce”. Suszenie takich wkładów (oczywiście z rozwiniętym jęzorem) nie schodzi wcale tak długo. No tak, ale te większe kupki i poranne siki zmotywowały mnie do uszycia formowanek1

Moje boje z formowankami1

Kto by pomyślał, że taka formowanka może być trudniejsza od workoplecaka? Ano może, bo ma pasować na ruchliwą pupę dziecka, nie wypuszczać z siebie kupki oraz chować się w otulaczu. W dodatku to bardziej taki element ubioru, a ubrania jak dla mnie to jednak wyższa szkoła jazdy. Ale… że ja nie zrobię? No gdzie tam, podjęłam rękawicę. Choć lekko nie było, o nie. W dodatku prawdziwe okazało się przysłowie, że ćwiczenie czyni mistrza.

Zaczęłam od odrysowania jedynej formowanki1, którą miałam (wiązanej, oj nigdy więcej – chyba że na śpiącym dziecku). Postanowiłam zrobić taką formowankę1 z kieszonką z dwoma warstwami froty i warstwą ko-thermo od pupy. W wewnętrznej warstwie chciałam zrobić otwór na zakładkę na włożenie dodatkowego chłonnego materiału. Na oko dobrałam długość gumki, rozmieszczenie nap, długość uszu. Na oko to chłop w szpitalu umarł, ale od czegoś trzeba było zacząć. Mimo wielu braków w tym prototypie używam go nadal, ale szybko wzięłam się za poprawki.

Co poprawiłam w formowance?

– Z tyłu zrobiłam wypukły łuk w wykroju i podwyższyłam tył – dzięki temu pieluszka przestała się zsuwać z pupy


– Ściągnęłam więcej materiału przy udach i na plecach gumkami (czyli krótsze gumki wszyte na dłuższej linii – bardziej naciągnięte)

– Uszy z tyłu i przodu ani nie za wąskie ani nie za szerokie (żeby mieściły się w otulaczu), tak samo wcięcia przy uszach – odpowiednio wyprofilowane tak by nie wystawały z otulacza, ale z drugiej strony, żeby ładnie obejmowały udo.

– Na wykroju zaznaczyłam docelowe i konkretne ułożenie nap

– Otwór kieszonki w wewnętrznej warstwie zrobiłam niżej (bliżej kroku, tam gdzie jest węziej)


– W przypadku grubszych frot (mam różne) podcinam wewnętrzną warstwę z tego materiału tak żeby nie nachodziła na gumki i przyszywam do zewnętrznej froty lub ko-thermo/coolmaxu (używam zamiennie od pupy)

– Przeszywanie każdej warstwy overlockiem tam gdzie mają być gumki i łączenie taz warstw zygzakiem, a overem tylko uszu. Tworzy się wtedy przy udach kilka falbanek.

Na tym etapie doszłam do całkiem zgrabnej formowanki1 z kieszonką, która dobrze leży na pupie (nie zjeżdża z tyłu), odpowiednio obejmuje uda zapobiegając wydostaniu się „dwójki”, a także łatwo się zapina. Myślę, że uszyję jeszcze kilka w takim wzorze, a potem może pieluszka-kieszonka? Taka od razu z warstwą nieprzemakalną. Ciekawe wyzwanie.

Chcielibyście jakąś instrukcję szycia takich pieluszek?

1 pieluszka chłonna wewętrzna

2zapinana pieluszka zewnętrzna nieprzepuszczająca wilgoci

3pieluszka zewnętrzna nakładana przen nogi jak majteczki

4materiał nieprzepuszczający wilgoci, ale oddychający

Więcej o nazwach związanych z pieluchami wielorazowymi możecie poczytać u Oli w jej wielosłowniku.
A tu jest wpis Sylwii o jej podejściu do pieluchowania.
Poza tym właśnie kończy się dziś tegoroczny Tydzień Pieluchy Wielorazowej 😉 w zasadzie z tej okazji jest ten wpis.

A tak formowanka prezentuje się na wielopupce:


Spread the love