PlecJak stał się jedną z moich wizytówek, dlatego uznałam, że koniecznie muszę o nim tu napisać. Cóż to takiego? Nazwany tak został jakowy workoplecak. Z tego wpisu dowiecie się wszystkiego, co byście o nim chcieli wiedzieć. Jak powstał, skąd pomysł na takie wykonanie, jak się sprawuje, ile czasu powstaje, jakie są jego zalety… Obecnie nie ma Pani Jak bez jej osobistego plecJaka. Jakowy workoplecak podbija także serca innych osób. Za co go pokochały? Może się dowiemy.

Zamiast torby – popularność workoplecaków

Nie wiem, kiedy się zaczął szał na taki rodzaj rzeczy do przenoszenia dobytku. Z moich nastoletnich lat pamiętam tylko torby, torebki i plecaki. Takie normalne plecaki, z podbitymi pianką ramionami. Najpopularniejsze były te o pojemności ok. 25l. Nosiłam takie do szkoły. Nie wiem, czy wtedy ktokolwiek słyszał o workoplecakach. Natomiast kilka lat temu zaczęłam je widywać. Dwa lata temu już nawet bardzo często – na tyle, że w końcu też zachciało mi się taki uszyć. Dla siebie. Chciałam mieć swój własny jakowy workoplecak.

Projekt plecJaka

Zawsze na początku jest faza koncepcyjna, projektowa. Tak było i tym razem.  W workoplecakach niepokoiła mnie dziura, która może się tworzyć na górze (tam, gdzie są ściągnięte sznurki). W mojej wyobraźni już pojawiał się deszcz, który dostaje się przez nią do środka. Stało się jasne, że moja wersja musi być z klapką. Jak zapiąć taką klapkę? Są różne patenty. Ja zdecydowałam się na zwykły guzik. Nie chciałam jednak go przyszywać do głównej części worka. Próbowałam jak najmniej przekłuwać materiał, żeby nie osłabiać jego odporności na wodę. Wymyśliłam pasek, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Ponieważ kieszenie ważna rzecz, zaplanowałam je też w swoim workoplecaku. Jedna na zewnątrz z zamkiem krytym i trzy w środku – w tym jedna na zamek. Tak to wygląda standardowo w plecJakach.

Materiały

Postawiłam na poliester wodoodporny na zewnątrz i płótno bawełniane w środku. Do tego wnętrza kieszonek z poliestrowej miękkiej satyny. Dodatki? Kryte suwaki i drewniany guzik. No i sznury – wybrałam bawełniane, dość grube – 1cm średnicy. W dodatku postawiłam na sznury skręcane, spodobał mi się ich wygląd. Są one dość drogie i ciężkie, ale plecJak to nie jakiś tam zwykły workoplecak, więc nie ma co przesadnie oszczędzać.

Małe prototypy

Zanim zaczęłam opracowywać konkretne wykroje, postanowiłam zrobić prototypy, by ułożyć sobie w mózgu jak to ma być szyte. Przydało się to też, by dobrać proporcje części elementów takich jak klapka oraz do tego, by opracować kolejność zszywania wszystkiego w jedną całość. Prototypy miały przypadkowe wielkości, ale wszystkie były mniejsze od docelowego worka. Ot tak – by nie marnować materiałów.

Wykroje na jakowy workoplecak

Jak zwykle opracowywałam je w Inkscape. Tam ustalałam ostateczne proporcje dołu i góry plecaka. Rysowałam tam też wykrój klapki. Część prostokątów jednak narysowałam bezpośrednio na papierze jak już wiedziałam, jakie mają być ich wymiary. Dobrze się sprawdził do tego papier pakowy, tu jego sztywność jest zdecydowanie zaletą.

Pierwszy plecJak

Pierwszy jakowy workoplecak uszyłam dla siebie. Dobrałam do niego wodoodporny żakard w białą jodełkę na morskiej zieleni i brązowy poliester o wyglądzie przypominającym płótno lniane. Do tego mocne, skręcane sznury w kolorze białym. Do środka użyłam materiału, który został mi z jakiejś poduszki-auta – tkaniny bawełnianej seledynowej w białe kropki. W zasadzie nic za bardzo się nie zmieniło w następnych workoplecakach oprócz materiałów. Wykroje i sposób tworzenia pozostał taki sam. No chyba że tworzę specjalnie wersję mniejszą.

PlecJak na podbój Polski… i nie tylko

Nie mam za dużego zasięgu – może gdybym miała, plecJaki byłyby popularniejsze w naszym kraju? Póki co, stały się popularne wśród moich koleżanek, które poprosiły mnie o uszycie podobnych i nadal z nich korzystają. Tak jak i ja ze swojego. Byłam już z nim zarówno na północy, jak i na południu Polski. Nad morzem i w górach (nie tylko w polskich, ale też słowackich). Zabrałam go też w krótką podróż po Czechach. Towarzyszy mi w zasadzie na co dzień i w najbliższym czasie się to nie zmieni.

Dlaczego jest taki fajny?

Mojego męża pozytywnie zaskoczyła pojemność plecJaka i faktycznie jest całkiem duża. (mieści się w nim format A4). Pakowałam się w niego, jadąc na dwa dni na kurs konstrukcji odzieży w Warszawie. Pakujemy w niego także rzeczy podręczne „Gabrysiowe” (ubrania na zmianę, pieluchy, chusteczki etc) jak z nim gdzieś jedziemy. Oprócz nich mieści się zwykle także coś dla mnie. Oprócz tego „świetnie prezentuje się, kiedy ma w sobie mnóstwo rzeczy (jest bardzo pojemny), ale też kiedy jest w nim niewiele rzeczy (idealny na spacery)”. Sam w sobie jest dosyć lekki.

Kolejną zaletą jakowego workoplecaka jest jego wygląd. Myślę, że wyróżnia się z innych worków, pewnie głównie za sprawą klapki i guziczka. Materiały też staram się dobierać tak, by wyglądał atrakcyjnie. Przydatną rzeczą są także kieszenie, szczególnie ta na zewnątrz. Da się do niej włożyć komórkę czy klucze bez zdejmowania worka z pleców. Dowiedziałam się też, że jest „ciekawy, ładny, dyskretny jak na plecak, a jak się go założy na ramię to może robić za torebkę”. Mimo iż noszą go raczej kobiety, nie jest on zarezerwowany tylko dla nich. Mój mąż czasem mnie odciążał zakładając workoplecak  i nie czuł się jak Tinky Winky 😉

Warto też wspomnieć o jego wodoodporności. Z doświadczenia swojego i innych wygląda na to, że plecJak względnie radzi sobie z deszczem. Oczywiście nie jest on wodoszczelny – słabszymi punktami pod tym względem są szwy i zewnętrzny suwak. Ale jeśli ktoś nie zamierza się z nim kąpać ani wystawiać się na potężne ulewy, to powinno w zupełności wystarczyć. Pamiętajmy, że nawet kurtki przeciwdeszczowe z membranami mają swój kres wytrzymałości (o czym sama się nie raz przekonałam).

Są osoby, które chwalą też jego wytrzymałość. Jedna z fanek plecJaka pisała mi, że jej torby zwykle są zniszczone po roku, a plecJak po podobnym czasie nadal się trzyma.

Skąd wzięła się nazwa „plecJak”?

Pomysł padł podczas dyskusji przy relacji z podróży po Tatrach Słowackich. Dotyczyła ona właśnie propozycji na nazwę dla mojego workoplecaka. Jedna z fanek, nawiązując do języków słowiańskich i mojej marki, zaproponowała właśnie nazwę „plecJak”. Ta nazwa wydawała mi się na tyle wdzięczna, że postanowiłam jej używać dla całej rodziny jakowych workoplecaków jako produktu. Zwłaszcza, że nazwa ta łączy to czym jest produkt z tym przez kogo jest zrobiony.

Spodobał Ci się jakowy workoplecak? Też chcesz mieć taki? Napisz – najlepiej przez fanpage na Facebooku. Możesz też zapolować tam na plecJaki w zakładce sklep.

 

Spread the love