Przereklamowane Tatry?

Tym razem ogólnożyciowy wpis, trochę pogodniejszy niż ostatnio. Ten można też przypisać do kategorii „podróże” czy „turystyka”. Tatry – obszar tłumnie odwiedzany przez turystów i wędrowców, a także amatorów wspinaczki. Przy czym wśród władców gór co jakiś czas słyszy się, że są przereklamowane. Czasem wychodzi na to, że właśnie przez te tłumy. A jak ja to widzę? Czy dla mnie prawdą są przereklamowane Tatry?

Od paru lat niezmiennie zdobywam kolejne tatrzańskie szczyty i szlaki. Jak na razie jeszcze za każdym razem znajduję dla siebie coś nowego. Te wyjazdy są takim oderwaniem się od niełatwej czasem rzeczywistości. Wspaniale resetują i pozwalają żyć z nową energią. Ewentualnie po prostu żyć. Co mnie tak tam ciągnie? Może najpierw napiszę o tym, na co ludzie narzekają i jak ja się do tego odnoszę.

Z jakich powodów ludzie narzekają na przereklamowane Tatry?

Tłok, tłumy i korki

Kolejki na Kasprowy, kolejki na Giewoncie, przepełniony parking w Palenicy. To bywa trudne i faktycznie może przeszkadzać. Może irytować, bo czasem modyfikuje nasze plany. My raz godzinę później dojechaliśmy na Słowację, bo nie mogliśmy się przedostać przez rondo przy granicy (Morskie Oko i jesienny weekend – myślę, że wiecie o czym mówię). Kolejki przy łańcuchach z kolei faktycznie mogą być niebezpieczne. Pewnie mogą też opóźniać tempo naszej wycieczki. Bo myśleliśmy, że wbiegniemy szybciutko, a tu trzeba czekać. A czyż nieprzewidywalność nie jest jedną z cech górskich wycieczek?

Niektórzy jednak idą o krok dalej i narzekają na samą obecność ludzi. Bo oni by chcieli sami. W głuszy tylko ze zwierzętami i wiatrem we włosach. Dla nich Tatry powinny być puste (wszyscy poza taką osobą mają być gdzie indziej). Słyszę trochę takich głosów i chyba tego się nie da pogodzić. Bo wystarczy, że w górach samotności zacznie szukać kilkaset osób i który samotnik ma wygrać? A może trzeba wchodzić z jakimś odstępem? Mi inni ludzie nie przeszkadzają. Ba! Okazywali się bardzo pomocni (jak pan, co nam pomógł w strachu przed niedźwiedziem). Samotności mogę poszukać w zwykłym lesie lub innych chaszczach.

Innych można pokochać nawet w górach. Jest komu powiedzieć „dzień dobry”, „dobry den” czy „cześć”. Można się poczuć bezpieczniej, gdy wisi nad nami groźba spotkania z dzikim zwierzęciem (taki niedźwiedź, a podobno zaczynają się też pojawiać wilki). W poszukiwaniu bardziej pustych szlaków można się udać na Słowację. Sporo też zależy od pogody i dnia tygodnia. Bywają faktycznie szlaki bardziej popularne i trzeba to brać pod uwagę np. przy czasowym planowaniu trasy. Jeśli ktoś jest bardzo towarzyski, powinien udać się w ciepły słoneczny weekend na Giewont, Rysy lub Kasprowy. A może Wy macie jeszcze jakieś propozycje, gdzie można spotkać tłumy, idąc w przereklamowane Tatry?

 Łupiący nas źli górale 😉

No muszę przyznać, że my też nie lubimy się pozbywać grosza na takie rzeczy jak parking (oscypki zawsze i wszędzie). Też wszędzie byśmy chcieli darmowe, a tu w tym roku nie dość, że jedyne parkingi przy wejściach na szlaki podrożały (Palenica, Wierch Poroniec) to zlikwidowano ten darmowy parking przy Dolinie Chochołowskiej, który odkryliśmy w tamtym roku. Ale skoro niektórzy po prostu znaleźli taki sposób na zarabianie, to po prostu trzeba to przeżyć lub… pół wyjazdu spędzić na Słowacji, gdzie nadal jest sporo darmowych parkingów (ewentualnie utknąć na nich w czasie wyścigu rowerowego). Ból kosztów wynagradzają także oscypki w przystępnych cenach.

Mordercy koni

Często też podnoszą się głosy podnoszące kwestie konnych zaprzęgów. Dotyczą zarówno wozów na Morskie Oko, jak i dorożek w Dolinie Chochołowskiej. Często słuszne – bo nie ma zgody na przeciążanie koni czy męczenia jakichkolwiek innych zwierząt. Z całą pewnością nie powinny one pracować nad siły, bez wystarczającej ilości pożywienia i wody. Nie można też ich karać za własne wygórowane ambicje. Co do tego większość się zgodzi. Ale czy w ogóle zabronić wszelkiej pracy koni?

Dla mnie to pewien folklor i jeśli będzie bezpieczny dla zwierząt (oczywiście tylko pod tym warunkiem) to jestem za. W dodatku jest to bardzo ekologiczne rozwiązanie, bo konie nie kopcą 😛 Tak więc jak dla mnie w tej walce warto się przede wszystkim skupić na dbaniu o poprawę warunków życia i pracy tych naszych braci mniejszych (tak jak gdzieś na włoskiej wyspie wprowadzono ograniczenie w wadze dla turystów dosiadających osły 😉 ). Przy okazji podwózek bardzo często poruszana jest przez niektórych kwestia okropnego lenistwa turystów. Że nóżek nie mają, bo wsiedli do bryczki i po co w góry jeżdżą.

Hmmm… mimo, iż sama raczej nie korzystam z takich dogodności (ale to ze skąpstwa 😛 ) to nie chcę oceniać i zabraniać tego innym. Biorę pod uwagę, że sama taka przejażdżka może być dla kogoś atrakcją. Że można skrócić o godzinę nudny marsz doliną i pomóc zachować siły na wyższe partie gór. Także jak dla mnie niekoniecznie lenistwo, a nawet jeśli, to czyż wakacje nie są od lenistwa właśnie? 😛 No dobrze – nazwijmy to odpoczynkiem, jak kto chce to w górach (he he góry i odpoczynek 😛 )

Schroniska dla burżujów i komercja

To kwestia, na którą narzekają wytrwali traperzy, którzy lubią wyjść ze schroniska w górę po wschodzie słońca. Choć na komercję to pewnie i nie tylko oni. To co jest w tych narzekaniach? Że schroniska się zmieniły w hotele dla turystów z pokojami z łazienkami i ciepłą wodą oraz cenami pod sufit. Że wszędzie tylko kasa, robią te ułatwienia, udogodnienia i znika urok gór. Że traper nie może znaleźć „gleby” w schronisku, bo przepisy przeciwpożarowe. Ach te przereklamowane Tatry…

W sumie uczucia moje są po ich stronie, ale obchodzę te trudy naokoło. Dosłownie, bo tłuczemy się tymi dolinami w tę i z powrotem, nocując na kwaterach. Aczkolwiek znam smak wędrówki z dobytkiem na plecach i wiem, co cudownego ma w sobie. Na ostatnim wyjeździe w Tatry zrobiliśmy podejście do spania w schronisku, bo plany na Tatry Zachodnie były bardzo ambitne. Usłyszeliśmy jednak, że miejsca zajęte, a „gleba” niepewna… W końcu stwierdziliśmy, że skoro i tak może się okazać, że będziemy musieli tyle samo człapać, tylko z cięższymi plecakami, to my jednak ogarniemy kwaterę na kolejną noc i nie będziemy się wygłupiać z tym schroniskiem. Także my to tam robimy popasy, a noclegi to w innych górach jednak… (taaak macie rację, to przez te tłumy).

Tyle siły potrzeba i tyle jedzenia

To już moje osobiste narzekanie. Zupełnie nie umiem trzymać mojego zdrowego stylu odżywiania i zajadam batony, żeby nie paść, wchodząc na szczyt. A mój biedny mąż dźwiga te kabanosy, kefiry i słodycze. Bo jakoś mi dużo tego trzeba. Także mój prywatny minus za odciąganie mnie od zdrowego żywienia 😛

No dobrze, to skoro te przereklamowane Tatry takie złe, to skąd te tłumy (złe tłumy oczywiście)? O tym napiszę za jakiś czas, bo już długaśny ten wpis wyszedł 😉

A Wy czego najbardziej nie znosicie w Tatrach? Jak sobie z tym radzicie? Chcielibyście się pozbyć innych ludzi i musicie jakoś przełknąć, że też wędrują czy przeciwnie – zagadujecie innych turystów? Jeździcie bryczkami czy spacerujecie po dolinkach? Udało Wam się przespać w jakimś tatrzańskim schronisku?

PS. Nie mam nic do samotników. Kochani, po prostu w miejscach, których pięknem wiele osób chce się napawać, nie da rady zrealizować w pełni Waszych pragnień.

Spread the love