Z tego, co widzę patrząc wstecz, od września pojawił się tylko jeden nowy wpis na blogu, na tej stronie. Taka przerwa. Przez pewien czas nawet fanpage na Facebooku przystopował. Co się stało? Pokrótce opowiem, bo to ważne rzeczy i przejdziemy do tego, co będzie dalej. Do planów związanych z jakową pracownią.

CO SIĘ DZIAŁO?

Na początku była to po prostu ciąża. Mimo, że planowana to dość niespodziewana. Można ją było troszkę śledzić na Instagramie. Miałam skakać z radości (i radość była), ale było też dużo lęku, czy wszystko będzie w porządku. Zobaczyłam jak to jest być mamą, która martwi się o dziecko. Miał ktoś plamienia na początku ciąży? U mnie też się pojawiły, wywołując dużo niepokoju i powodując kompletne zwolnienie życia, szycia i wszystkiego. W ogóle w ciąży wszystko stało się wolniejsze. Praca, chód, życie.

Coś odebrało mi wenę do pisania. Czas był i to dużo, ale z nieznanych przyczyn nie mogłam się przemóc. Za to „Kuchenne Rewolucje” były jak ulał 😉 Zwłaszcza gdy siadł apetyt i trzeba się było przekonywać do jedzenia, bo inaczej mdłości murowane. Albo wymioty ewentualnie. To w sumie kolejny powód zwolnienia, bo gdy robisz sobie jedzenie co godzinę, a potem jeszcze jesz, jesz i jesz to czas magicznie się kurczy. A jak to zaniedbasz, to masz murowaną zachciankę na frytki z McDonalda. A one są niezdrowe 😛

Gdzieś z tyłu głowy miałam, żeby pisać o ciąży i nawet coś zaczęłam skrobać, ale jedzenie, leżenie i drobne zlecenia wygrały. Po połowie ciąży z kolei wygrała moja córka, która wcześniej miała być synem. Bo już ją czułam i trzeba było świadomie sobie poodczuwać kopniaki 😉 Wszystko miało być dalej pięknie, poród, potem rok opieki i jakiegoś szycia i projektowania przy okazji…

NIESTETY…

Niestety przyszła gestoza, czyli nadciśnienie indukowane ciążą, stan przedrzucawkowy, szpital, cesarskie cięcie… Córka urodziła się jako wcześniak z niedojrzałymi płucami. 950 g trudnego szczęścia. Nasza Łucja. Niestety była za słaba na to wszystko, co ją spotkało i po dwóch dniach zmarła. Ja w złym stanie jeszcze dwa tygodnie w szpitalu, przerzucana po oddziałach. Poznałam od podszewki geriatryczną internę. Mąż ofiarnie przy mnie. W domu żałoba, dwa tygodnie razem, spacery na łonie natury, oderwanie od wszystkiego. Uszyłam wtedy tylko becik dla małej i malowałam jej portreciki. Właśnie z powodu tych wszystkich wydarzeń ta cała przerwa.

CO JEST TERAZ?

Od tego czasu wróciłam do szycia, kupiłam nowy motyw na stronę i trochę go ogarnęłam. Uaktywniłam się na Facebooku, na Instagramie w sumie nie było przerwy tylko mniejsza częstotliwość, więc wróciłam do takiej jak była wcześniej albo pośredniej. Próbuję ogarnąć swoje zdrowie. Ciągle przygarniam jakiś pomysł na nowy produkt i dopracowuję te wcześniejsze. W ciągu ostatnich kilku miesięcy powstały poduszki-koty, torebki z home decoru i worko-plecaki z klapką.

A oprócz tego to tęsknię…  jak każda mama.

CO DALEJ?

Zamierzam wrócić do blogowania – widzę, że w niektórych tematach jest trochę do napisania. Chcę kontynuować te tropy które zaczęłam wcześniej, a także otworzyć się na nowe tematy. Także dajcie znać, o czym chcielibyście poczytać, a przemyślę sprawę. Będę ogarniać portfolio na stronie i robić kolejne projekty. Już mi świta ciekawy torebkowy pomysł (szczegóły niebawem na Facebooku). Dalej będę także dbać o zdrowie, podróżować i starać się jakoś poskładać życie.

Piszę o Łucji, bo wiem, że w jakimś stopniu wpłynie na moją twórczość. Chcę ją jakoś uczcić. Myślę o jakichś aniołkowych wzorach. Się zobaczy, co z tego wyjdzie.

Jakie wnioski poza tym?

– Smakujcie każdą chwilę z dziećmi, mężem, rodzicami, przyjaciółmi. Nie wiemy, ile czasu mamy.
– Dobry mąż, to mąż który kocha. Kocha tak, że jest w stanie zaprzeć się siebie i pielęgnować żonę w potrzebie, gdy ta od nowa uczy się chodzić.
– Tworzenie pomaga przeżyć, pomaga też wsparcie innych.
– Czasem potrzebna jest przerwa.

Mam jeszcze trochę przemyśleń na temat spraw ciążowych i zdrowotnych, które może by mogły komuś pomóc – ale poświęcę temu osobny wpis.

To tyle tym razem. Do następnego!

 

 

Spread the love