Ciąża stawia rodziców w szczególnej sytuacji – jest to czas intensywnych przygotowań. Kompletuje się wyprawkę, robi remont lub po prostu dekoruje się dziecięcy pokój albo kącik, czyta się o rozwoju dzieci i opiece nad nimi. Wśród tych przygotowań są też przygotowania do porodu. Wcale nie mniej ważne od tych, które wymieniłam wcześniej…

Pierwszy poród

Szczerze mówiąc, nadal trudno mi to pierwsze cięcie nazwać porodem. Bo poród to przede wszystkim taka aktywność, w wyniku której dziecko znajduje się po drugiej stronie brzucha i można je przytulić, nakarmić etc. Moja córka – owszem, została wyciągnięta z brzucha, ale nigdy jej nie dotknęłam, a widziałam ją tylko na zdjęciu.

Cięcie na zimno, zdecydowanie za wcześnie. W atmosferze strachu o mnie i o dziecko. Rozdzielenie na długo… W wyniku preeklampsji mój stan po cięciu również nie był za dobry. Na początku byłam jakiś czas sama na sali pooperacyjnej. Potem tydzień na internie ze staruszkami. W połogu… bez dziecka… Czy w takiej sytuacji można w ogóle poczuć, że się urodziło? Ja raczej czułam się, jak by mi jakiegoś guza wycięli… Nie tak to miało wyglądać (tu pisałam o tym jak przeżywałam macierzyństwo po śmierci Łucji).

Druga ciąża

Niespodziewanie szybko po pierwszej. Jakieś 8 miesięcy. Od początku nadal pragnienie porodu siłami natury i wątpliwości, czy w moim przypadku to w ogóle możliwe, żeby tak spróbować. Przede wszystkim stan przedrzucawkowy nie mógł się powtórzyć. A nie wiedziałam jak będzie, choć robiłam wszystko – łącznie z codziennymi zastrzykami, żeby nie było powtórki.

W którymś momencie dowiedziałam się o rekolekcjach „Poród może być piękny” i uznałam, że to coś dla mnie. Zapisałam się mając nadzieję, że nie trafię wtedy do szpitala. Udało się! Był to ważny czas, w czasie którego jeszcze bardziej zdałam sobie sprawę, jak ważne są przygotowania do porodu i ogólnie cały ten proces ciąży i rodzenia dziecka. Otworzyłam się na uleczenie traumy z poprzedniego porodu. Znalazłam też sposób na moje lęki…

Wyjazd ten z mojej perspektywy w tamtym czasie był szalony. Nigdy wcześniej nie jeździłam tak daleko w ciąży. Okazało się jednak, że spokojnie dałam radę. Co więcej, czułam się wyśmienicie.

Szkoła rodzenia

Z racji na to, że chciałam rodzić siłami natury, panie ginekolog wciąż pytały mnie o szkołę rodzenia. A ja miałam niesamowity opór. Kiedy byłam w ciąży z Łucją, źle się zaczęło dziać właśnie wtedy, gdy zaczęliśmy uczęszczać na takie zajęcia. Wciąż odsuwałam od siebie ogarnianie tego tematu. Rozwiązanie znalazło się samo. Najlepsze.

Na rekolekcjach spotkałam panią Wandę Ekielską (była tam jedną z prowadzących). Okazało się, że wraz z mężem prowadzą szkołę rodzenia pod Warszawą. To miejsce było idealne dla nas: intymna atmosfera, indywidualne traktowanie…
Kolejny szalony ciążowy wyjazd z dala od domu, by jak najlepiej przygotować się do porodu. Przy okazji zwiedzanie szpitali w Warszawie. Powróciłam z niesamowitą pozytywną energią i jeszcze większą wiedzą odnośnie porodu.

Ubranka, walizka i koszula

W pierwszej ciąży nie doświadczyłam takiego przygotowania do porodu i rodzicielstwa. Ubranek jakoś nie zdążyłam kupić, nie mówiąc już o praniu… Tym razem jednak – po pierwsze – miałam na szczęście więcej czasu, po drugie – w razie czego postanowiłam zacząć ogarniać temat odpowiednio wcześniej. Okazało się, że oprócz ubranek trzeba ogarnąć znacznie więcej rzeczy, więc systematycznie wszystko kompletowaliśmy.

Jaki to ma związek z przygotowaniami stricte do porodu? Ano w moim przypadku okazało się, że muszę mieć wszystko gotowe, by naturalnie zacząć rodzić.

Co jeszcze musiałam mieć gotowe? Oczywiście walizkę do szpitala. Zrobiliśmy specjalną listę w dokumentach google, co ma się w niej znaleźć. Osobnymi kolorami oznaczaliśmy rzeczy do kupienia, zrobienia i te już włożone do walizki. Myślę, że to dobry system – tym bardziej, że do tej listy mieliśmy dostęp przez Internet w smartfonach.

Dodatkowo gotowa musiała być specjalna koszula/sukienka porodowa. Bardzo specjalna. Postanowiłam ją sobie uszyć. Miała odpowiadać mojej sytuacji i moim potrzebom. Jeśli chodzi o wygląd, zainspirowałam się granatOVO. Wykroje jednak zrobiłam sama od zera, nieco ściągając fason z mojej koszuli nocnej. Rozcięcia znalazły się w dwóch cięciach, które przechodziły przez sukienkę od góry do dołu. Do tego kieszenie i troczki na podwinięcie przodu do ktg.

Rodzić zaczęłam kilka dni po skończeniu sukienki, dwóch imprezach i zjedzeniu ananasa. Czułam się wtedy gotowa. Zresztą – na początek porodu był ostatni dzwonek, bo był plan, żeby mnie od poniedziałku przyjąć na oddział.

Duchowe i psychiczne przygotowania

Jestem osobą wierzącą, dlatego też oprócz psychicznego przygotowania do porodu było także duchowe. Choć mam wrażenie, że te sfery się bardzo przeplatały. Rekolekcje, szkoła rodzenia – tam zostałam najbardziej ukierunkowana, a na co dzień szukałam drogowskazów w czytaniach, jakie Kościół przewiduje na dany dzień. Było mi o tyle łatwiej, że często udawało mi się pójść na Mszę Świętą. Równocześnie oboje z mężem spotykaliśmy się z psychologiem.

Po co to wszystko? Nie tylko, żeby ukoić lęki, które w rodzeniu nie pomagają, ale też by poznać pierwotny zamysł na wydawanie życia na świat. A także odkryć to, co jest we mnie. To, co ja w głębi serca mam ukryte odnośnie tego konkretnego porodu. Jak chcę rodzić, a także jaki na to moje rodzenie jest plan. Co jest w nim ważne dla mnie i dla mojej rodziny.

Cesarka – i po co to było?

Można by pomyśleć, że na co to wszystko, skoro nie było dokładnie tak jak chciałam (może napiszę jeszcze coś kiedyś o swoim porodzie🤔). Ja jednak niczego nie żałuję. Po pierwsze: wiele z tych rzeczy było przydatne – niezależnie od tego, którędy dziecko wyjdzie na świat. Po drugie: mogło się udać. Po trzecie: ten czas rodzenia i skurczy – nie wyobrażam sobie tamtego porodu bez tego czasu. Po prostu wszystkie te przygotowania wniosły w moje życie wiele wartości. Z chęcią powtórzę je jeszcze raz.

Przygotowania do porodu po mojemu – lista

– Rekolekcje „Poród może być piękny”
– Szkoła rodzenia w Łomiankach u państwa Ekielskich
– książka Ireny Chołuj „Urodzić razem i naturalnie”
– ogarnięcie wyprawki
– częsta Eucharystia
– psalm 139
– różaniec
– uszycie koszuli porodowej
– wiele rozmów z różnymi osobami o ich porodach
– mobilizacja blizny po cc
– wizyty u psychologa
– „wicie gniazda” (u nas remont łazienki i zrobienie przestrzeni na łóżeczko)
– bycie w grupach Facebookowych związanych z przygotowaniami do porodu (szczególnie „Naturalnie po cesarce grupa wsparcia”)

A Wy jak się przygotowywałyście do porodu? Uważacie, że to potrzebne?

Spread the love