GDZIE KARTKA DOTARŁA

Beskid Śląski… Miejsce, w którym Jaki przez przypadek zaczęły swoją górską wędrówkę w czasie pierwszej podróży poślubnej. W którym miały przystanek także podczas tej drugiej. Które kilka razy już zwiedziły, a nadal odkrywają coś nowego. A w Beskidzie Śląskim Ustroń – miejscowość uzdrowiskowo-wypoczynkowa, do której Jaki często wracają. Odwiedziły ją już wspólnie z 8 razy.

Pierwszy raz byłam tam prawie 5 lat temu. Była to pierwsza nasza wspólna wyprawa i pierwsze chodzenie razem po górach. Zaliczyliśmy wtedy najbardziej popularne pobliskie szczyty, czyli Równicę i Czantorię. Wdrapywałam się tam, nucąc sobie fragment piosenki „Dom o zielonych progach” (zespołu o takiej samej nazwie).

Czantoria - Ochodzita - surowość Baraniej
Strzegą mojego domu w kalinach i głogach
Tu spotykam codziennie w wielkim cudzie życia
Nieśmiertelnego jedynego Boga

Przy okazji po raz drugi w życiu byłam w parku linowym (jest na zboczu Równicy), miałam przejażdżkę na torze saneczkowym na Czantorii i karmiłam muflony w Leśnym Parku Niespodzianek (tu znów Równica, a właściwie jej podnóże).

CO TAM JEST CIEKAWEGO?

 

Co jeszcze? Ano całkiem sporo. Podczas tego samego wyjazdu pojechaliśmy rowerami szlakiem wzdłuż Wisły, żeby zwiedzić rodzinne miasto Adama Małysza. Zdobyliśmy też najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego – Baranią Górę. Było wtedy deszczowo, ale mimo tego, że ze szczytu widoki były marne, to pogoda przysłużyła nam się w inny sposób. Zachęcona wilgocią, wyszła nam na spotkanie salamandra plamista. Jak widać, w tych Beskidach można spotkać fajne, dzikie zwierzątka. Potwierdzone info!

Podczas kolejnych pobytów w tamtych stronach odkryliśmy jeszcze parę ciekawych miejsc. (I zapewne jeszcze wiele do odkrycia zostało). Takim bardziej niecodziennym jest Skalna Twierdza – czyli rozległy, miniaturowy zamek, który ktoś zbudował sobie na podwórku. Trochę się tam idzie z centrum Ustronia, ale myślę, że warto. Twórca włożył w to naprawdę dużo pracy i to widać. Byliśmy w Ustroniu także w zimę i doświadczyliśmy zjazdów na nartach z Czantorii. Ostatnio nawet zerknęliśmy na zaporę na Wiśle i skocznię im. Adama Małysza. Ale jest jedno miejsce, które odwiedzamy za każdym razem, ze względu na bliskość centrum i doznania krajobrazowe. To wyższa dzielnica Ustronia – Zawodzie. Jest tam taka szosa, z której w pewnych miejscach jest piękny widok na szczyty. Podczas wyjazdu związanego z kartką ślubną także tam byliśmy.

WRÓĆMY DO KARTKI

Kartka niestety nie posiada górskich widoków. Jest tym razem bardzo uniwersalna. Grafika pokazuje zaczynającą się wspólną drogę pary małżonków. Poza tym została wydrukowana na papierze fotograficznym i ładnie odbijała światło. Zrobiłam ją przed wyjazdem na południe, a w Ustroniu dokonało się już tylko pakowanie koszyczka. Włożyłam do niego peeling, świeczkę, cukierki i herbatę i zdążyłam wykonać do wszystkich tych rzeczy serduszka z opisem. Zostało tylko przeżyć dobrze ślub i wspaniale się bawić na weselu, a potem jeszcze raz popodziwiać górskie plenery dookoła.

Spread the love